Koszykarska reprezentacja Polski pokonała w Zagrzebiu reprezentację Chorwacji 87:79 w meczu prekwalifikacyjnym do mistrzostw Europy. Polacy wygrywając więcej niż trzema punktami zapewnili sobie pierwsze miejsce w grupie pod warunkiem, że wygrają dwa ostatnie mecze. Niezależnie od wyników Biało-Czerwoni są pewni gry w EuroBaskecie 2025 roku ponieważ będą współgospodarzami turnieju.
kwarta udana dla Biało-Czerwonych. Co prawda pierwsze punkty w meczu zdobyli Chorwaci z rzutów wolnych, to kolejne siedem punktów zdobyli Polacy za sprawą Aleksandra Balcerowskiego i Jakuba Garbacza. Pierwszy z nich popisał się efektownym rzutem zza obwodu. Chorwaci mieli problem ze zdobywaniem punktów z akcji, ale potrafili dobrze się zastawiać przez co reprezentanci Polski faulowali rywali. Dwa faule w ciągu czterech minut zaliczył Łukasz Kolenda. Szybko zareagował trener Polski Igor Milicić, który za Kolende posłał na parkiet Andrzeja Plutę, który pod koniec kwarty rzucił z dystansu. Polacy prowadzili nawet siedmioma punktami, ale gospodarze zaczęli odrabiać straty trafiając dwukrotnie „trójki”. Po pierwszej kwarcie Polacy prowadzili w Zagrzebiu 21:18.
Na początku drugiej kwarty Jarosław Zyskowski rzucił „za trzy”, ale chwilę później Chorwaci skarcili naszych reprezentantów. Najpierw szybką kontrą, a chwilę później Roko Prkacin wykorzystał akcję 2+1. Po raz pierwszy w tym meczu na prowadzenie wyszli gospodarze, którzy wykorzystali drugą akcję z rzędu 2+1. Polacy zaliczyli dużo strat, popełniali mnóstwo błędów i mieli przestój ze zdobywaniem punktów. Chorwaci również dużo faulowali, ale potrafili wykorzystywać sytuacje odskakując Biało-Czerwonym na kilka punktów. Podopieczni trenera Milicicia odrobili straty doprowadzając do remisu 34:34, ale ostatecznie słowo należało do Roko Badżima, który dał Chorwacji prowadzenie po pierwszej połowie 37:34.
Na drugą połowę oba zespoły wyszły na parkiet z wielkim animuszem, ale przez pierwsze dwie minuty trzeciej kwarty żaden z zespołów nie potrafił finalnie zakończyć akcji punktowej. W kolejnych minutach zawodnicy szli „cios za cios”. Bolączką Biało-Czerwonych w tej kwarcie jak i w całym meczu były faule, ale mimo to potrafili doprowadzić do remisu. Najpierw 52:52, a chwile później było 56:56. Gdy się wydawało, że Chorwaci wyjdą na prowadzenie, kapitalnym blokiem wykazał się debiutujący w reprezentacji Amerykanin z polskim paszportem Geoffrey Groselle, który szybko posłał piłkę do przodu. Tam znalazł się Zyskowski, który przy oddaniu rzutu „za trzy” był faulowany, a sędziowie przyznali rzuty wolne. Zyskowski wykorzystał dwa z nich i dał ponowne prowadzenie Polakom na zakończenie trzeciej odsłony 56:58.
W czwartej odsłonie Polacy wykorzystali cztery trójki z rzędu odskakując Chorwatom na siedem punktów. Przerwę na żądanie wziął trener Chorwatów Aleksandar Petrović, który chciał wybić z rytmu Polaków. Polacy nie ustrzegli się fauli, ale w decydującej fazie meczu potrafili rzucić rywalom kolejne „trójki” budując przewagę i prowadząc najwyżej w meczu 70:85. Biało-Czerwoni prowadzenia nie oddali do końca meczu zwyciężając na trudnym terenie 79:87. Najwięcej punktów w meczu po 21 zdobyli: Jakub Garbacz i Jarosław Zyskowski.
Chorwacja – Polska 79:87 (18:21, 19:13, 19:24, 23:29).
W drugim meczu „polskiej” grupy Austria przegrała u siebie ze Szwajcarią 65:75.
Kolejny mecz Polacy zagrają u siebie 23.02 lutego z Austrią, a trzy dni później na wyjeździe ze Szwajcarią.



